„To nie tylko siłownia”

Fot. Handball Perfomance

W obszernym wywiadzie o przygotowaniu motorycznym Konrad Szczukocki tłumaczy, jak wygląda praca w klubie, czego wciąż brakuje w szkoleniu młodzieży i dlaczego konferencja Handball Performance może zapoczątkować realną zmianę podejścia do treningu motorycznego w piłce ręcznej.

Kilka lat temu trener motoryczny nie był chyba często spotykaną osobą na treningach piłki ręcznej. Wydaje się jednak, że obecnie sytuacja ta uległa zmianie?

KONRAD SZCZUKOCKI: Można powiedzieć, że zaczyna to być normalnością, aczkolwiek jeszcze do końca nią nie jest – takie jest moje zdanie. Myślę, że ogólnie sport w naszym kraju około 10–15 lat temu nadrabiał pewne braki względem państw zachodniej Europy m.in. w piłce nożnej, koszykówce czy siatkówce. My, jako środowisko piłki ręcznej, również staramy się te zaległości nadrabiać, ale jesteśmy w tyle. Jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne, w innych dyscyplinach to już standard i każdy klub w najwyższej klasie rozgrywkowej posiada taką osobę w sztabie szkoleniowym. Nie mówiąc już o piłce nożnej, gdzie nawet w trzeciej czy czwartej lidze pracuje trener przygotowania motorycznego. W przypadku naszej dyscypliny faktycznie coraz więcej klubów zaczyna współpracować z takimi specjalistami.

Czy mówimy o trenerach pracujących kompleksowo z zespołem, czy jednak wyłącznie współpracujących w określonym zakresie?

Myślę, że jeśli chodzi o trenerów zatrudnionych na pełen etat, to wciąż nie ma ich zbyt wielu. Nie chciałbym jednak wymieniać konkretnych klubów. Z moich obserwacji wynika, że sytuacja dobrze wygląda w ORLEN Superlidze Kobiet, gdzie ten obszar zaczyna się rozwijać coraz szybciej. Przykład naszego zespołu pokazuje, że można podejść do tematu w sposób profesjonalny. Warto podkreślić, że w Lublinie od kilku lat był trener przygotowania motorycznego, jednak po raz pierwszy postanowiono ściągnąć osobę z zewnątrz. Dobrym przykładem jest również Piotrcovia Piotrków Trybunalski i Enea MKS Gniezno, gdzie taką rolę pełnią odpowiedni Stefan Ciuntu (Piotrcovia) i Boris Aspridis (Enea MKS dop. DO), którzy zostali ściągnięci do tych klubów z Rumunii i Słowacji. W klubach ORLEN Superligi Mężczyzn również nie brakuje takich osób, jednak w niektórych przypadkach ich praca ogranicza się do prowadzenia dwóch treningów siłowych tygodniowo i pojedynczych zajęć na hali.

W jakim kierunku powinna zmierzać współpraca trenera motorycznego z zespołem?

Mam nadzieję, że będzie to rozwijało się w tym kierunku, w którym my staramy się to budować w Lublinie, a wcześniej miałem przyjemność realizować to w reprezentacjach Polski. Uważam, że powinniśmy dążyć do wzorców z piłki nożnej, siatkówki czy koszykówki, gdzie trener przygotowania motorycznego nie odpowiada wyłącznie za siłownię czy rozgrzewkę, ale bierze współodpowiedzialność za cały proces treningowy, przygotowany wspólnie z pierwszym trenerem i jego asystentami. Wszystko musi funkcjonować jako spójna całość, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie jako sztab ocenić wpływ przygotowania fizycznego na grę zespołu.

I drugie pytanie: jak na zdrowych zasadach powinna wyglądać współpraca trenera zespołu oraz osoby odpowiedzialnej za przygotowanie motoryczne?

Jeśli chodzi o nasz zespół, to bodajże od początku grudnia 2024 roku zaczęliśmy się z trenerem poznawać i tę naszą współpracę budować. Nie jest więc tak od razu, że przychodzi nowy trener i ma on sto procent zaufania do pozostałych członków swojego sztabu. Ta współpraca została w jakiś sposób wypracowana i teraz wspólnie z trenerem Pawłem Tetelewskim i resztą sztabu działamy jako jeden organizm. Nie jestem więc tylko osobą, która ma jeden odłączny element, np. rozgrzewkę, dany fragment treningu czy pracę na siłowni, ale posiadam wiedzę co w danym tygodniu wydarzy się na hali, aby trening siłowy odpowiadał mniej więcej temu, co będziemy robić w pracy z piłkami. Warto dodać, że bardzo często działa to też w drugą stronę. Wspólnie z trenerem i trenerką Beatą opracowujemy założenia treningowe, czyli upraszczając czy ma być ciężko czy lekko, krótko czy dłużej, jaka ma być intensywność i jaka objętość treningu, ale też poszczególnych zadań w tych jednostkach na przestrzeni tygodnia czy całego miesiąca. Bierzemy pod uwagę takie kwestie jak np. dwa mecze eliminacyjne do Ligi Europejskiej, gdzie chcemy zadbać o możliwie najlepszą dyspozycję. I to wszystko na przestrzeni zarówno długoterminowej, jak i krótkoterminowej, wspólnie z całym sztabem planujemy.

A jak wygląda współpraca bezpośrednio na treningu?

Jestem odpowiedzialny za analizę tego, jak trening wygląda: czy jesteśmy na odpowiednich intensywnościach czy określonym czasie pracy itd. Oczywiście są też rzeczy, za które wszyscy trenerzy od przygotowania fizycznego odpowiadają, czyli przygotowanie zespołu poprzez rozgrzewkę dostosowaną do wymagań danego dnia treningowego. Mam tu na myśli m.in. to, czy będzie to trening obrony, czy ataku, czy może bardziej jednostka regeneracyjna, podczas której małą część poświęcimy na grę. Wchodzą w to też dodatkowe zadania z poruszania czy wyizolowana praca kondycyjna. Za pracę na siłowni odpowiada trener motoryczny – to podstawowe zadanie w każdym klubie zatrudniającym takiego specjalistę. Współpracując z trenerem Pawłem Tetelewskim staramy się brać pod uwagę różne aspekty, np. czy będzie gra 6 na 6 czy 4 na 4, jakie będą przerwy, jaka intensywność gry, a także czy gramy na całym boisku czy w ograniczonej przestrzeni. Staramy się wzorować na tym, jak funkcjonuje to na najwyższym poziomie, również w innych dyscyplinach jak piłka nożna.

Podczas ostatniej debaty o piłce ręcznej na kanale Weszło TV trener Paweł Rombel powiedział, że w dzisiejszych czasach treningi w klubach to pięć jednostek na hali oraz dwie na siłowni, a przewaga może zostać wypracowana indywidualnie. Czy praca motoryczna może być takim „ekstra” elementem?

Oczywiście, że tak. Staramy się motywować nasze zawodniczki i wyznaczać im indywidualne zadania. To, że jest pięć treningów na hali czy dwa na siłowni, nie oznacza, że nie można zrobić dla siebie nic więcej. Zawsze można przyjść pół godziny przed treningiem i zrealizować zadania, które otrzyma się od trenera przygotowania fizycznego czy fizjoterapeuty. Można również zostać dziesięć czy dwadzieścia minut po zajęciach i zrobić rzeczy, nad którymi trzeba popracować dodatkowo. Mogą to być również zadania zlecone przez głównego trenera, np. praca nad techniką piłki ręcznej. Słowa Patryka (Rombla dop. DO) trafiły do mnie również dlatego, że dobrze się znamy i długo współpracowaliśmy. Wychodzę z założenia, że jeśli chcemy zrobić coś więcej, wykonać krok dalej, grać na wyższym poziomie i rozwijać się przez całą karierę, warto przeznaczyć dodatkowy czas na indywidualną pracę. I oczywiście zadbać o wszystkie inne aspekty: zdrowe żywienie, regularny sen itd.

Jak ważna jest indywidualizacja treningów motorycznych?

Można to zauważyć na przykładzie dzisiejszego spotkania (rozmowa przeprowadzona po meczu PGE MKS El-Volt Lublin – KGHM MKS Zagłębie Lubin dop. DO), w którym nie każda zawodniczka zagrała około 45 minut. Jeśli chcemy, aby te dziewczyny spoza pierwszej siódemki utrzymać w odpowiedniej dyspozycji, to musimy ich braki meczowe wyrównać dodatkowym treningiem kondycyjnym. Przeprowadzamy takie wstawki bezpośrednio po danym spotkaniu w formie interwałów, ale (zawodniczki) mogą też otrzymać dodatkowe zadania w dzień wolny od zajęć. Trzeba pamiętać, że niektóre dziewczyny lubią bardziej lub mniej trening siłowy, a te z pierwszej grupy wykorzystują poranny rozruch w dniu meczu, aby zrobić pobudzenie siłowe. Indywidualizacja treningu wynika również m.in. z pozycji na boisku. W pracy ze skrzydłowymi zdarza nam się wykorzystywać wtedy fotokomórki lub sprzęt do dostosowanego oporu, żeby popracować nad przyspieszeniem. Dla przykładu z obrotowymi pracujemy bardziej specyficznie w siłowni pod kątem niskich pozycji siłowych, indywidualnie podchodzę również do specyficznych wymagać zawodniczek czy każdej pozycji. Im więcej trener przygotowania motorycznego pracuje na stałe z zespołem, tym bardziej może sobie pozwolić na indywidualną pracę z poszczególnymi zawodnikami..

Fot. ORLEN Superliga

A w jakim stopniu technologia wpływa już na aspekty motoryczne w piłce ręcznej?

To bardzo dobre pytanie, ponieważ jestem fanem technologii i zawsze lubiłem wprowadzać ją do przygotowania motorycznego – najpierw w strukturach związkowych, a teraz również tutaj, w klubie w Lublinie. Mamy system monitorowania tętna w trakcie treningu i meczów. Korzystamy z aplikacji do oceny gotowości do treningu oraz arkuszy do subiektywnej oceny trudności jednostek. Wykorzystujemy także akcelerometry do sztang, które mierzą prędkość wykonywanych zadań. Jeśli celem treningu jest moc, urządzenie pokazuje, jaką moc generuje zawodniczka w danym ruchu. Używam również takich rozwiązań jak fotokomórki do pomiaru czasu czy bardziej zaawansowany sprzęt jak np. 1080 Sprint, tj. maszynę do dostosowanego oporu. Wiem, że Industria Kielce korzysta m.in. z systemu Kinexon, czyli lokalnego systemu pozycjonowania, który pokazuje dystans, liczbę zmian kierunku czy prędkości biegów podczas treningów i meczów. To bardzo zaawansowane narzędzia, które są standardem na imprezach rangi mistrzostw Europy czy świata, ale w klubach trudniej je wprowadzić ze względu na koszty. W PGE MKS-ie El-Volt Lublin kilka razy w roku korzystamy również z platform dynamometrycznych. Trzeba pamiętać, że taki sprzęt ma sens tylko wtedy, gdy trener przygotowania motorycznego pracuje z zespołem na co dzień i ma wpływ na planowanie. Używanie go sporadycznie nie zawsze daje wartościowe efekty.

Jakie są największe mity w środowisku piłki ręcznej dotyczące treningu motorycznego? Siła spowalnia?

Myślę, że w dużej mierze odeszliśmy od takich stwierdzeń dzięki większej świadomości zawodników i trenerów. Czasem pojawia się przekonanie, że zwiększenie pracy na siłowni spowoduje spadek szybkości. Warto jednak spojrzeć na to inaczej: jeśli trening siłowy jest właściwie zaplanowany, to poprawia to, czego potrzebujemy np. moc czy siłę. I właśnie na tym polega rola trenera motorycznego: pracować nad tym, czego oczekuje trener główny i jakie są potrzeby zawodników i całego zespołu. Oczywiście można założyć, że jeśli trening siłowy będzie zbyt ciężki lub w źle dobranej dawce, to zawodnicy mogą stać się wolniejsi. Innym mitem jest to, że żeby lepiej wyglądać w meczu, trzeba więcej trenować. To nieprawda, ponieważ kluczem jest właściwa intensywność, objętość i najlepsza gotowość w dzień meczu, a nie sama liczba jednostek.

„Handball Performance” – to nazwa Twojej konferencji dla trenerów, która odbyła się latem w Piotrkowie Trybunalskim. Oceniasz ten projekt jako sukces?

Nieskromnie powiem, że był to spory sukces. Tym bardziej że była to pierwsza edycja, a pomysł powstał dopiero w lutym. Ostatecznie pojawiło się 65 uczestników i 10 prelegentów –  doświadczeni trenerzy pracujący w reprezentacjach Polski i czołowych klubach np. Patryk Rombel i Adrian Struzik, trenerzy motoryczni, fizjoterapeuci. Zainteresowanych było prawie 100 osób, ale ograniczenia logistyczne nie pozwoliły przyjąć wszystkich. Jestem bardzo zadowolony, bo otrzymałem potwierdzenie, że takie wydarzenie jest potrzebne zarówno trenerom, jak i specjalistom przygotowania fizycznego. W innych dyscyplinach jest wiele możliwości rozwoju m.in. konferencje, warsztaty, szkolenia, a w piłce ręcznej takich okazji wciąż brakuje. Można oczywiście skorzystać z kursokonferencji ZPRP w celu zdobycia licencji albo pojechać na staż do większego klubu, ale to wymaga czasu, dłuższego pobytu i starań. Warto dodać, ze sami w Lublinie organizujemy już drugą edycję stażu treningowego.

Jaki był tegoroczny cel konferencji?

Chciałem stworzyć coś, co pozwoli trenerom się rozwijać. Współpracując z trenerami w reprezentacjach i SMS-ach zauważyłem, że oni również potrzebują wskazówek i muszą podążać za trendami, zarówno w nowoczesnej piłce ręcznej, jak i w przygotowaniu fizycznym. To nie są już czasy, kiedy trener przygotowania motorycznego robi tylko rozgrzewkę albo pojawia się od czasu do czasu na siłowni. Oczywiście wpływ na to mają finanse, ale trener motoryczny powinien wzorem piłki nożnej mieć wpływ na cały trening: intensywność, objętość i planowanie. Główna ideą tegorocznej edycji było pokazanie jak ta współpraca sztabów może wyglądać.

Jak wyglądała struktura uczestników – trenerzy, fizjoterapeuci, trenerzy motoryczni?

Założenie było takie, aby główną grupę stanowili trenerzy, a trenerzy motoryczni i fizjoterapeuci uzupełniali skład. Poza promocją w social mediach, zebrałem kontakty do wszystkich trenerów ORLEN Superligi Kobiet i Mężczyzn oraz Lig Centralnych. Każdemu wysłałem zaproszenie – SMS lub dzwoniłem. Cena była bardzo atrakcyjna, co widać po tym, że jako organizator musiałem dołożyć do wydarzenia, aby odbyło się w zaplanowanej formie. Przyznam, że trenerów z ORLEN Superligi nie było wielu – pojawili się głównie szkoleniowcy z Ligi Centralnej, niższych lig i grup młodzieżowych. Pewnie wynikało to z zaplanowanych urlopów, ale być może także z nowatorskiej formy samego wydarzenia.

Trenerzy nie są przyzwyczajeni do szkoleń?

Trenerzy piłki ręcznej w Polsce nie są przyzwyczajeni do konieczności ciągłej edukacji. Dlatego właśnie powstał projekt Handball Performance. Wiem, że Związek planuje zmiany w systemie licencjonowania, co zwiększy liczbę szkoleń. Zaczynają być organizowane warsztaty z cenionymi w Europie specjalistami, grypy trenerów są też wysyłane na staże np. na Węgry czy do Słowenii, widać te starania związku i progres w tym aspekcie. Staram się też informować trenerów poprzez newsletter i media społecznościowe o wydarzeniach organizowanych przez ZPRP czy innych partnerów mojego projektu. Bardzo doceniam obecność fizjoterapeutów i trenerów motorycznych, ale mam nadzieję, że z czasem konferencja przyciągnie jeszcze więcej trenerów piłki ręcznej.

Plany na przyszły rok dotyczące konferencji Handball Performance?

Chciałbym zorganizować ją na większą skalę, już bez limitu uczestników. W podobnym terminie – pierwszej połowie lipca. Mam nadzieję, że pojawi się więcej trenerów, tym bardziej, że wiele klubów zaczyna przygotowania do sezonu około tydzień później. Otrzymałem sporo informacji zwrotnych, że termin jest idealny – dostajesz solidną dawkę motywacji i praktycznych narzędzi tuż przed wejściem w okres przygotowawczy. Mam nadzieję, że zainteresowanie będzie rosło, bo piłka ręczna potrzebuje rozwoju, a żeby się rozwijać, trzeba się edukować i szukać nowych rozwiązań. W porównaniu do ubiegłorocznej edycji, pojawią się również prelegenci spoza naszego kraju.

Kto w PGE MKS-ie El-Volt Lublin pierwszy pojawia się na treningu, a którą zawodniczkę trzeba ciągnąć za uszy, by pojawiła się na siłowni?

Myślę, że kibice zauważyli, że Daria Przywara jest taką zawodniczką, która lubi pracować na siłowni. Duża część jej boiskowych atutów wynika właśnie z siły fizycznej i przygotowania motorycznego. Wiem też, że wcześniej indywidualnie pracowała nad tym aspektem i po prostu lubi spędzać czas w tym środowisku. Zaznaczę jednak, że w Lublinie udało nam się stworzyć grupę, w której niemal każda zawodniczka lubi trening siłowy.

Na zakończenie chciałbym poruszyć temat przygotowania motorycznego u dzieci. Jak powinno wyglądać szkolenie? Czy w akademii powinna pracować osoba od motoryki, czy raczej trzeba edukować trenerów młodzieżowych?

Myślę, że po raz kolejny możemy wziąć przykład z piłki nożnej. Tam trenerzy pracujący w akademiach są szkoleni, jak wprowadzać przygotowanie motoryczne od najmłodszych lat. Z całą pewnością ważne jest, by dać trenerom narzędzia, które pozwolą im pracować z dziećmi w odpowiedni sposób. Oczywiście jeśli akademia może sobie pozwolić na zatrudnienie trenera motorycznego, to byłoby to wskazane. Uważam, że w przypadku młodzieży mamy ogromne braki w przygotowaniu fizycznym. Nie wynika to tylko z tego, że młodzież „siedzi w telefonach”, bo tak jest na całym świecie. Gdy pracowałem w SMS-ie jako koordynator i odpowiadałem za szkoły mistrzostwa sportowego oraz kadry, to pierwsze pół roku pracy poświęcaliśmy na naukę podstawowych ruchów. To są rzeczy, które można wdrażać już na etapie szkolnym – w formie gier i zabaw, a później stopniowo wprowadzać takie obciążenia jak sztanga czy piłki lekarskie.

Powinniśmy więc docierać do trenerów i ich edukować?

To chyba najprostsza droga. Nie ma co się oszukiwać, że w większości klubów młodzieżowych lub akademii ze względów finansowych nie będzie trenera przygotowania motorycznego. Musimy więc dać trenerom narzędzia i nauczyć ich, jak pracować z młodzieżą, by zwracali większą uwagę na przygotowanie motoryczne, bo w latach dziecięcych i młodzieżowych to kluczowy element. Dzięki temu zawodnicy, trafiając do liceum czy drużyn seniorskich, będą lepiej zaadaptowani do treningu fizycznego. To jest też główny cel projektu Handball Performance. Chcę docierać również do trenerów pracujących z seniorami, bo tam także potrzebny jest rozwój. Na konferencję przyjechało wielu trenerów młodzieżowych i wiem, że wynieśli z niej dużo praktycznej wiedzy. Chcę do takich osób docierać nie tylko konferencją, planuję też webinary i warsztaty, a już dostępne są materiały VOD. W styczniu pierwszy raz tematyka piłki ręcznej pojawi się na międzynarodowej konferencji przygotowania fizycznego organizowanej w Krakowie, Next Generation Performance Conference, gdzie razem z Łukaszem Wichą będziemy mieli tam prelekcję. Myślę, że naprawdę musimy wspierać trenerów i dawać im narzędzia, by mogli implementować przygotowanie fizyczne w treningu piłki ręcznej. To na pewno pomoże dzieciom i młodzieży.

ROZMAWIAŁ DAMIAN ORŁOWICZ

„Zaufanie i rozwój”

FOT. PGE MKS El-Volt Lublin

Ambicje europejskie, zaufanie do trenera i konsekwencja w działaniu. PGE MKS El-Volt Lublin chce nie tylko wrócić na szczyt krajowy, ale też zaistnieć na międzynarodowej scenie. O planach i wyzwaniach opowiada prezes klubu, Tomasz Lewtak.

Zapytam na początku naszej rozmowy o ocenę dotychczasowego sezonu w wykonaniu PGE MKS-u El-Volt Lublin.

TOMASZ LEWTAK: – W obecnym momencie jest to dla mnie olbrzymie rozczarowanie (rozmowa przeprowadzona przed pierwszym meczem eliminacji Ligi Europejskiej Kobiet dop. DO), szczególnie w kontekście meczu z Piotrcovią Piotrków Trybunalski. Uważam, że nie po to budujemy zespół, żeby martwić się straconymi punktami z tym rywalem, do którego mam oczywiście olbrzymi szacunek. W założeniu ten sezon miał wyglądać tak, że gramy o pełną pulę. Taki przekaz poszedł do zespołu przed startem sezonu i jest on spójny z trenerem Pawłem Tetelewskim oraz jego sztabem. Czasem patrzę na papier, na zestawienie naszego składu, i zadaję sobie pytanie, czy aby nie przesadzam. Wydaje mi się, że nie, ponieważ potencjał tej drużyny pozwala nam marzyć o grze o złoty medal. Największym dotychczasowym rozczarowaniem pozostaje mecz z Piotrcovią, jednak cieszę się z tego, jak zespół zaprezentował się w spotkaniu z KPR-em Gminy Kobierzyce. Naszym celem jest gra w Europie, a rozmawiamy w dniu, który jest jednym z kroków, by znaleźć się w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Uważam, że to właśnie pochodną grania na odpowiednim poziomie w Europie będzie mistrzostwo Polski, a nie odwrotnie. Jeżeli będziemy bardzo mocni w Europie, będziemy też najmocniejsi w kraju. Natomiast, jak widać, teoria to jedno, a praktyka drugie.

Niektórzy z całą pewnością skreślają już szansę na mistrzostwo Polski zawodniczek PGE MKS-u El-Volt Lublin. W tym momencie przewaga KGHM MKS Zagłębia Lubin wynosi już sześć punktów w tabeli ORLEN Superligi Kobiet.

Wiadomo, że złośliwi powiedzą, iż sześć punktów przewagi to sporo i trudno to odrobić. Ale można też powiedzieć, że wszystko jest jeszcze w grze. Zwłaszcza że tylko my w ostatnich sezonach byliśmy w stanie pokonać KGHM MKS Zagłębie Lubin. Poziom pierwszego meczu w ORLEN Superlidze Kobiet pomiędzy naszymi zespołami w tym sezonie pokazał, że nie ma ogromnej różnicy między naszymi zespołami – to było spotkanie na styku. Przed nami jeszcze trzy mecze ligowe z tym rywalem, więc strata sześciu punktów nie jest nie do odrobienia. Musimy te spotkania po prostu wygrać. Absolutnie nie przekreślam naszych szans i jestem od tego daleki. Wystarczy spojrzeć na system gier i kalendarz rozgrywek. Uważam, że dopiero teraz, właśnie przed tym meczem, będziemy w optymalnym składzie. Po raz pierwszy w tym sezonie, choć zagramy jeszcze bez Sylwii Matuszczyk i Julki Pietras. Poza tym wszystkie dziewczyny są zdrowe i przygotowane do gry. Wierzę w nasz zespół.

Jeśli chodzi o początek sezonu – może to nie jest usprawiedliwienie, ale niełatwo rozpocząć rozgrywki mając pięć kontuzjowanych zawodniczek.

Było mi bardzo szkoda tego początku sezonu. Z trenerem Pawłem Tetelewskim zaplanowaliśmy świetny okres przygotowawczy – z dużą liczbą sparingów przeciwko mocnym rywalom. Chcieliśmy naocznie zobaczyć, jak gra europejska czołówka, i sprawdzić siłę naszego zespołu w pełnym składzie. Nie mogliśmy jednak tego zrobić, bo od początku zmagaliśmy się z kontuzjami. Z jednej strony trzeba było mocno rotować składem i oszczędzać zdrowe zawodniczki, a z drugiej planowaliśmy przetestować meczowe warianty z najlepszymi drużynami. W tyle głowy był też Superpuchar Polski. Trzeba przyznać, że dziewczyny dały z siebie maksimum, choć niedosyt po meczu z Piotrcovią pozostał. Mało osób wie, że przed tym spotkaniem odbyliśmy zaledwie jeden trening w meczowym składzie. Podstawowe zawodniczki wróciły świeżo po meczach reprezentacji, gdzie doznały drobnych urazów. Dodatkowo w trakcie meczu kontuzji doznała Magda Więckowska, liderka naszego zespołu i wciąż wraca do pełni zdrowia. Splot nieszczęśliwych zdarzeń i świetna dyspozycja zespołu z Piotrkowa dała wspólny mianownik – taki, a nie inny wynik. Bardzo żałuję tej porażki, ale to dopiero początek sezonu.

Dopytałbym właśnie o wybór Pawła Tetelewskiego jako trenera PGE MKS-u El-Volt Lublin. Można powiedzieć, że w pewien sposób został on odświeżony, bo kilka lat nie prowadził klubu w ORLEN Superlidze Kobiet. Jeśli spojrzeć na wiele komentarzy kibiców, to trener, który zyskał ich zaufanie.

Chociaż coś tam grałem, nigdy w życiu nie odważyłbym się stwierdzić, że potrafię najlepiej merytorycznie rozpisać sportowe aspekty piłki ręcznej. Dlatego funkcję dyrektora sportowego oddaliśmy wspólnie z Wiceprezes Sabiną Włodek w ręce Moniki Marzec, a my mocno stawiamy na autonomiczność Pawła Tetelewskiego w kwestiach sportowych – choćby transferowych. Uważam Pawła Tetelewskiego za świetnego trenera. Przede wszystkim podoba mi się jego logika w prowadzeniu meczu, co wcale nie jest takie częste wśród szkoleniowców. Podejmuje bardzo dużo logicznych decyzji, które są w pełni wytłumaczalne – mimo jego wybuchowego temperamentu podczas meczów. Paweł twardo stąpa po ziemi, nie ma momentów, w których traci kontrolę nad meczem. Dlatego ocena jego pracy ze strony zarządu jest wysoka. Uważam też, że temu klubowi przez lata brakowało stabilizacji. A właśnie tę stabilizację chcę wprowadzić razem z Pawłem jako trenerem tego zespołu.

Pozostając w temacie sztabu szkoleniowego – coś, co na pewno robi wrażenie, to jego rozbudowa. Trener motoryczny, trener bramkarzy itd. To wciąż nie jest standard w każdym klubie ORLEN Superligi Kobiet.

Mam w głowie swoją definicję klubu i tego, jak powinien on wyglądać. Mówię oczywiście o klubie piłki ręcznej, bo piłka nożna rządzi się trochę innymi prawami. Jedną z części tej definicji jest to, że sztab szkoleniowy ma być „z krwi i kości”, a nie ograniczać się do pierwszego trenera i ewentualnie asystenta, którzy odpowiadają za wszystko – taktykę, przygotowanie motoryczne, siłownię czy trening bramkarski. W mojej wizji dobrze zorganizowanego klubu sztab jest kompletny: pierwszy trener, asystent, trener bramkarzy, trener przygotowania motorycznego, fizjoterapeuci oraz zaplecze do odnowy biologicznej. Kiedy przyszedłem tutaj niecałe trzy lata temu, nie było mowy o żadnym zapleczu klubu. Były zawodniczki i ręce fizjoterapeuty z asystentem i tyle, jeśli chodzi o odnowę biologiczną. Ta definicja, o której wspominałem, spowodowała, że dziś możemy śmiało mówić o solidnym zapleczu medycznym. Zakupiliśmy m.in. tecar – urządzenie, które nie jest standardem w klubach piłki ręcznej. Posiadamy też normateki, system game ready oraz wannę do krioterapii. Staram się budować klub w taki sposób, żeby każda reprezentantka swojego kraju, widząc nasze zaplecze, mogła powiedzieć: „PGE MKS El-Volt Lublin to naprawdę profesjonalnie zorganizowany klub.”

I chyba silna akademia. Podczas wizyty w Lublinie planuję porozmawiać z Michałem Szybą, który właśnie współpracuje z waszym klubem. To pokazuje, że chcecie stawiać nie tylko na żeńską, ale też na męską piłkę ręczną i jej popularyzację w Lublinie.

W dniu, w którym rozmawiamy, odbył się Bogdanka Handball Camp, w którym wzięły udział głównie dziewczynki, ale chłopcy z Akademii Michała Szyby również otrzymali taką możliwość. Ze względów logistycznych zaprosiliśmy setkę dzieci, które trenowały pod opieką dziesięciu trenerów.Zajęcia prowadziły m.in. Weronika Gawlik, Sylwia Matuszczyk i Julka Pietras. Dzieci wyszły z zajęć z uśmiechami na twarzach i mnóstwem klubowych gadżetów. Dbamy o piramidę szkoleniową – obecnie w naszej strukturze mamy około 300 dziewczynek w różnym wieku.Bardzo mocno współpracujemy też na zasadzie partnerstwa z Akademią Michała Szyby. Ten projekt rozpoczął się w 2024 roku i już skupia około 50 zawodników. Biorąc pod uwagę konkurencję ze strony innych dyscyplin, uważam, że to bardzo dobry wynik, jeśli chodzi o pozyskiwanie dzieci i sportowych talentów.

Tak jak już wspominaliśmy, spotykamy się w dniu pierwszego meczu o awans do Ligi Europejskiej Kobiet. Zastanawiam się, jak uczestnictwo w tych rozgrywkach może wpłynąć na rozwój klubu. W przypadku piłki nożnej mówimy o sporych kwotach za awans, zwycięstwo czy remis. A jak to wygląda w piłce ręcznej kobiet?

Nie tak dawno widzieliśmy oświadczenie zespołu z Ostrowa Wielkopolskiego, który początkowo wycofał się z Ligi Europejskiej. Wokół tej decyzji pojawiło się wiele podzielonych komentarzy – jedni krytykowali, drudzy chwalili za odpowiedzialność. Miałem okazję rozmawiać z różnymi osobami wysoko postawionymi, które mówiły mi wprost, że nie rozumieją tego podejścia. Trzeba jednak pamiętać, że żeby zagrać w Lidze Europejskiej, trzeba po prostu móc sobie na to pozwolić – mieć na to środki finansowe. Nawet zakładając, że kluby otrzymują pieniądze za zdobyte punkty, w żadnym wypadku nie pokrywają one kosztów choćby jednego meczu. Ewentualne wpływy z uczestnictwa w Lidze Europejskiej, przynajmniej z perspektywy budżetu naszego klubu, są mało znaczące. Samo wpisowe do tych rozgrywek, po przeliczeniu na złotówki, wynosi około 70 tysięcy złotych depozytu, który trzeba wpłacić. Kwota ta maleje w zależności od liczby rozegranych spotkań, ale mimo wszystko – na grę w Lidze Europejskiej mogą sobie pozwolić tylko dobrze funkcjonujące finansowo kluby. My natomiast gramy w niej z kilku powodów.

Z jakich względów?

Po pierwsze – z myślą o kibicach. Nasz kibic jest bardzo świadomy, i nie mówię tu tylko o sektorze X, z którym ściśle współpracujemy, ale o całej publiczności. Wiemy, że jeśli zagramy z uznaną europejską marką, frekwencja będzie bardzo wysoka. Pomimo że już drugi rok z rzędu mamy najwyższą frekwencję w ORLEN Superlidze Kobiet, to w przypadku występów w Lidze Europejskiej mogę śmiało założyć, że na trybunach pojawi się nawet tysiąc kibiców więcej. Miasto Lublin, Województwo Lubelskie, Nasi Sponsorzy i Partnerzy – podobnie ich władze, są bardzo sportowe i świadome. Chcą sukcesów, chcą obecności w europejskich pucharach. Zarówno prezydent Krzysztof Żuk, jak i marszałek Jarosław Stawiarski doskonale rozumieją, co oznacza gra w Europie i jakie ma to znaczenie dla promocji miasta oraz regionu. Sport jest jednym z elementów, który pokazuje poziom rozwoju regionu i cieszę się, że z władzami miasta możemy o tym rozmawiać na takim poziomie. Grając w pucharach, reprezentujemy nie tylko klub, ale także miasto, województwo i naszych sponsorów. Na te rozgrywki – europejskie puchary, zasługują nasi kibice, Lublin, całe województwo oraz partnerzy, którzy wspierają nasz klub. Chcemy w nich uczestniczyć nie ze względów finansowych, ale z dumy, ambicji i chęci reprezentowania naszego regionu i sponsorów na arenie międzynarodowej.

Jak widzisz PGE MKS El-Volt Lublin za kilka lat?

I tutaj można wrócić do tego, o czym myślę praktycznie każdego dnia, bo jesteśmy w dość specyficznym miejscu – tak bym to nazwał. To pewien etap, którego nie możemy przeskoczyć, choć mamy ku temu odpowiednie warunki. Aby wejść do fazy grupowej Ligi Europejskiej, trzeba pokazać się z bardzo dobrej strony w kwalifikacjach i jesteśmy do tego przygotowani pod każdym względem: organizacyjnym, finansowym, a moim zdaniem również sportowym. Jednocześnie wciąż nas tam nie ma. Dwa lata temu udało nam się to dzięki spektakularnemu zwycięstwu w dwumeczu z mistrzem Serbii. Rok temu zabrakło do awansu w bilansie dwóch bramek w rywalizacji z mistrzem Hiszpanii. W obecnym sezonie los skojarzył nas z mistrzem Polski, co moim zdaniem jest pewnym absurdem. Mam nadzieję, że w przyszłości wprowadzona zostanie zasada, iż dwa zespoły z jednego kraju nie mogą spotkać się w kwalifikacjach. Jesteśmy przygotowani, by grać w Europie, ale o wszystkim decydują detale. I nie boję się powiedzieć, że w przyszłym sezonie zarówno organizacyjnie, jak i finansowo będziemy gotowi na walkę o najwyższe cele w Lidze Europejskiej. Ten etap rozpoczęliśmy już teraz, pracując nad budżetem na przyszły i kolejny sezon. Budujemy najbardziej stabilny i najsilniejszy klub w Polsce pod względem organizacyjnym i finansowym. Jednocześnie wciąż daleko nam do realizacji celu, jakim jest regularna gra w Europie. Jestem dumny z sieci sponsorskiej, jaką udało nam się stworzyć. Mamy silne wsparcie kapitału prywatnego, samorządowego i państwowego – na czele z naszym sponsorem tytularnym, PGE i El-Volt. Ta piramida sponsorka zbudowana jest na zdrowych zasadach i, śmiało mogę to powiedzieć, wręcz podręcznikowa.

Czy w przypadku waszego klubu można mówić o czasie na budowę, czy raczej o oczekiwaniu sukcesu tu i teraz?

– Zgodzę się z tymi słowami, ale z drugiej strony warto spojrzeć na sytuację obiektywnie. To mój trzeci rok w roli prezesa i mogłem wreszcie skupić się na sprawach organizacyjnych. W tym czasie zdobyliśmy brązowy medal, który nie ukrywam był dla nas rozczarowaniem, ale mimo to jesteśmy tu dalej i funkcjonujemy coraz lepiej. Wiem, że mamy cierpliwość i pełne zaufanie ze strony właściciela klubu, czyli miasta Lublin, a konkretnie prezydenta Krzysztofa Żuka. Jesteśmy w bardzo dobrym momencie, jeśli chodzi o organizację, a także o zrozumienie tego, jak specyficzna jest piłka ręczna. To nie jest dyscyplina, w której można dokonać rewolucji w jeden sezon. Tu trzeba budować skład i stabilność zespołu latami.

Na koniec naszej rozmowy – czy kluby mogą realnie wpłynąć na rozwój piłki ręcznej w Polsce?

Na pewno sukces całej dyscypliny budują wyniki reprezentacji Polski. Jeśli kadra będzie osiągać znaczące rezultaty, my jako kluby nie możemy przegapić tego momentu. Musimy wtedy podciągnąć poziom organizacyjny i sportowy, by nadążyć za reprezentacją. To jednak złożony proces. Ciekawym przykładem jest koszykówka – tam reprezentacja odnosi świetne wyniki, ale nie przekłada się to bezpośrednio na siłę klubów. My jako dyscyplina mamy swoje problemy, a nasza reprezentacja jest daleka od osiągania sukcesów. Żeńska kadra zajęła bardzo dobre miejsce w mistrzostwach Europy, ale jeśli chodzi o rozpoznawalność, wciąż jesteśmy daleko. Staramy się to monitorować na bieżąco.

Pod względem oglądalności mówi się, że piłka ręczna jest już gorsza nawet od hokeja na lodzie.

Mimo wszystko uważam, że wciąż jesteśmy przed hokejem, chociażby ze względu na widowiskowość naszej dyscypliny. Widzę to po kibicach – jeśli uda mi się zaprosić na mecz kogoś, kto wcześniej nie oglądał piłki ręcznej, to zawsze wychodzi zadowolony i… wraca. Ludzie przywiązują się do tej dyscypliny i się w niej zakochują. Jak zbudować silną piłkę ręczną w Polsce? Trzeba działać niestandardowo. Robiąc to samo, co wszyscy, w żaden sposób się nie wyróżnimy. Aby reprezentacja osiągała wyniki, muszą być zawodniczki na najwyższym poziomie, a żeby takie się pojawiły potrzebne są silne kluby. Chciałbym, aby mistrz, wicemistrz i brązowy medalista Polski coś znaczyli w europejskich pucharach. Do tego dążymy udowodniłem to chociażby transferami Magdy Balsam czy Aleksandry Rosiak. Wiem, na jakim poziomie finansowym zastaliśmy klub kilka lat temu, a w którym momencie jesteśmy teraz. Jesteśmy na dobrej drodze, by pomóc polskiej piłce ręcznej w rozwoju – nie tylko w Lublinie, ale w całym kraju. A jak to wyjdzie? Zobaczymy.